rozbawione:

ałoby, dlaczego małżeństwo nie przetrwało zbyt długo. Co spowodowało rozpad drugiego? Sayre stała zesztywniała, nie odpowiadając. - Brak wspólnej płaszczyzny porozumienia? Nieodwzajemnione uczucia? Pamięć o Dalym? Założę się, że nadal coś do niego czułaś. Rozumiem, że wasz związek był bardzo poważny. - Niczego nie rozumiesz. - A zatem wyjaśnij mi to, Sayre. Wytłumacz, żebym zrozumiał. Zawrzała gniewem. - Może myślałaś, że jeśli nie wolno ci być z mężczyzną, którego kochasz, to chciałaś chociaż mieć coś z życia. - Tak - syknęła. - To właśnie zrobiłam. Chcesz spróbować, jak to jest? Wyciągnęła rękę, objęła go za szyję, przyciągnęła twarz Becka do swojej i wycisnęła na jego ustach twardy, gniewny, buntowniczy pocałunek. Puściła go tak gwałtownie, że głowa odskoczyła mu do tyłu. Odwracając się, weszła do pokoju i już miała zatrzasnąć drzwi, gdy Beck ją przytrzymał. - Chcę więcej. Obejmując ją w talii, przyciągnął do siebie brutalnie i wepchnął do pokoju. Kopniakiem zatrzasnął drzwi, jednocześnie całując ją namiętnie. Rozchylił jej wargi i wepchnął pomiędzy nie język. Sayre próbowała odwrócić głowę, lecz Beck chwycił jej twarz w dłoń i przytrzymał, całując głęboko. Nagle objęła jego głowę, palcami wczepiając się we włosy. Nie próbowała go jednak odepchnąć, ale przyciągnęła do siebie, oddając pocałunek gorąco, mocno, wydając z siebie ciche, wibrujące dźwięki, które doprowadzały go do szaleństwa. Natychmiast zmniejszył gwałtowność pocałunku. Przestał więzić jej twarz w uścisku dłoni i zaczął gładzić ją po twarzy. Ich języki nadal wykonywały swój taniec, teraz nabrzmiały seksualnością, nie gniewem. Beck przesunął się tak, że Sayre oparła się plecami o drzwi. Przywarł do niej, przyciskając swoje podbrzusze do jej bioder i pragnąc nade wszystko, aby dzielące ich ubrania nagle zniknęły. Zaczerpnął powietrza. - Wiedziałem, że tego chcesz - wymruczał z ustami tuż przy jej wargach. Sayre zaprzeczyła gwałtownie, potrząsając głową, oddychała szybko, ale jednocześnie odchyliła głowę, pozwalając jego wargom ześlizgnąć się po szyi. Jej skóra była pokryta warstewką słonego potu. Rozpiął bluzkę i zaczął całować jej piersi, krągłe w nisko wyciętym staniku. Gdy pocałował przez jedwab jej pobudzony sutek, jęknęła: - Nie, nie. Jednak nie przestał, a Sayre nie próbowała go powstrzymać. Całując ją w usta, chwycił dłońmi biodra i przyciągnął ją do siebie. - O Boże - jęknęła i odwróciła się twarzą do drzwi. Niepowstrzymywany, podniósł jej ramiona nad głowę, opierając je o drewniane drzwi. Pieścił jej szyję wargami, gdy tymczasem dłonie ześlizgnęły się po wnętrzu ramion w dół i do przodu. Chwycił piersi, ścisnął, pogładził, a potem zjechał na brzuch, biodra, uda, aż do kolan. W drodze powrotnej jedną rękę wsunął pod spódnicę. Materiał zbierał się wokół jego nadgarstka, gdy dłoń wędrowała wyżej i wyżej po najdłuższym, najgładszym udzie, jakie mężczyzna mógłby sobie wymarzyć. Jej stringi były uszyte z mikroskopijnego kawałka jedwabiu. Zaczął ją pieścić przez materiał, a potem wsunął rękę pod spód, gdzie przywitał go gąszcz delikatnych włosów i miękkie ciało. Palcami odnalazł jej źródło, gotowe na jego przyjęcie. Podniecony, wdzięczny i zaskoczony,

- Poprosiłem panią o... - zaczął Mark, lecz Tammy przerwała mu:
pamiętała ból rozłąki, jakiego niedawno doświadczyła. Podziwiała jednak w Małym Księciu troskliwość, z jaką
Zaniosę cię na górę.
- Wynajmę pokój w hotelu. Dam sobie radę. Proszę mnie tylko zawieźć do mojego siostrzeńca – powiedziała zimno i ponownie odwróciła się do niego plecami.
Mały Książę cofnął się o krok i mocniej przycisnął Różę do siebie.
- Ale ja, gdy byłem za Ziemi, nie przestałem myśleć o tobie... A kiedy zobaczyłem ogród z mnóstwem róż, tak
- Och, nie tylko ty byś brał. - Na jej wargach znowu zaigrał uśmiech, tym razem uroczo przekorny. - Jestem du¬żą dziewczynką, Wasza Wysokość, i wiem, czego chcę. - Na
Długo siedzieli w milczeniu. Później Mały Książę wstał, powoli podszedł do Smutnej Dziewczyny i położył rękę na
- Cześć - powiedział beztrosko Mark, patrząc na huś¬tającą się ponad jego głową dziewczynę.
Ponieważ zbliżał się wieczór i robiło się chłodniej, Mały Książę, pocałowawszy Różę na dobranoc, starannie
Aż ją zatkało.
stwierdził, iż wygląda on teraz o wiele mniej ponuro niż poprzednio. Wprawdzie ubiór Pijaka nie grzeszył wciąż
Tammy zauważyła trzecią torebkę, tym razem otwartą. Złapała ją i cisnęła prosto w Marka.
- I nie chcesz być kochany?

Nie chciała już dłużej być jego małą dziewczynką. Pragnęła

– To jest nasza córka – powiedziała drżącym głosem. – Nasza. Chociaż
– Wiesz, chętnie popatrzyłabym, jak grasz. Może pójdę z tobą na
Richard niemal bez tchu czekał na odpowiedź.
– Tak. – Uciekła w bok wzrokiem lecz potem znowu na niego spojrzała.
się do książki gości, i poprowadziła go do baru.
Skinęła głową i wysunęła się z jego ramion. Pociągnęła nosem, gotowa
– Tak. – Westchnęła. – Mamy wiele spraw do omówienia.
Kłótnia natychmiast ustała. Jak ona to zrobiła?
Uśmiechnął się do siebie. To był Clark Russell.
Malindę można było pokochać za samą urodę, ale
mogę służyć?
Ucisk koło serca wskazywał, że wciąż było to wspomnienie
ramiączkach z głębokim dekoltem. Uczesała włosy i związała je w
Kate zawiozła małą do ,,Uncommon Bean’’ i umieściła w,, Dzieciowisku’’.

©2019 www.causa.to-cwiczenie.kobierzyce.pl - Split Template by One Page Love